środa, 8 marca 2017

Dla Kobiet na Dzień Kobiet:)


W Walencji

W Dniu Kobiet chciałabym dziś zadedykować wszystkim Kobietom piosenkę Maryli Rodowicz „Ech mała”. Poniżej załączam tekst, jednak zachęcam, abyście drogie Panie załączyły  You Tube i odsłuchały w pełnym brzmieniu, z energetyczną (a jakże!) muzyką:) Ku refleksji…

Małolatą jesteś, tata cię dołuje
I powera ci odbiera w zarodku
Sprawdza notes i kieszenie, kontroluje
Żeby zgasić to co pali się w środku
Gdy w sobotę na imprezę ostrzysz sobie smak
Tata z piwkiem sobie leżąc mówi tak

Ech mała, nie szalej
Bo masz 16 lat
Za wcześnie na bale
Na kluby przyjdzie czas
Ty się nie baw zapałkami
Bo cię sparzy żar
Siedź w chałupie wieczorami
Kiedy kusi bal
Ech mała, nie szalej
Za testem goni test
Takie życie mała
Takie jest

Gdy mężatką jesteś lat dwadzieścia parę
A twój mąż pocztówki zbiera albo znaczki
Czasem przyśni ci się knajpa czy kabaret
Z jakimś tangiem argentyńskim po kolacji
Gdy na mały koniak z kawą chcesz się wyrwać vis a vis
Mąż, którego łamie w stawach
Znad gazety powie ci

Ech mała, nie szalej
Bo masz 50 lat
Za późno na bale
Co miał to dał ci świat
Ty się nie baw zapałkami
Bo cię sparzy żar
Siedź w chałupie wieczorami
Kiedy kusi bal
Ech mała, nie szalej
Sprzątaj, gotuj, pierz
Takie życie mała
Takie jest

Dziś w kąciku swoim siedzisz po cichutku
I uśmieszek dobrotliwy masz na twarzy
Nad sernikiem, konfiturą, nad robótką
Kiedy ci się już kompletnie nic nie marzy
Tylko gdy zapachnie różą
Nagle ci się wyda, że, że pan Bozia tam na górze
Cicho szepnął ci: Ole!!

Ech mała, poszalej
Masz 80 lat
Coś zapal i nalej
Tak mało dał ci świat
Baw się wreszcie zapałkami
Niech cię sparzy żar
Nie siedź w domu wieczorami kiedy kusi bal
Ech mała, poszalej
Garściami bierz co chcesz

Takie życie mała
Takie jest...

poniedziałek, 23 stycznia 2017

Żyć i nie żałować…



Zachód Słońca nad Bałtykiem
„Tak długo snujemy plany i tak często to, czy jesteśmy szczęśliwi, zależy od czegoś, co dopiero będzie. Zakładamy, że mamy mnóstwo czasu. A tak naprawdę mamy tylko ten dzień, który trwa.”
 (Bronnie Ware, „Czego najbardziej żałują umierający”, Wyd. Czara Owca, Warszawa 2016)

 
Kiedy możemy uznać, że podjęta przez nas decyzja była słuszną? Zapewne u schyłku naszego życia… Wtedy, patrząc wstecz będziemy mogli dopiero zbilansować, co było wartościowe i miało sens, co okazało się pomyłką, a co zostało zaprzepaszczone…

Wiem, że trudno uczyć się na błędach innych osób i sami musimy popełnić własne, jednak możemy zastanowić się nad przemyśleniami innych. Czyż nie? I tak pewna niesamowita kobieta z Australii, Bronnie Ware, napisała książkę „Czego najbardziej żałują umierający”. Autorka zajmowała się przez kilka lat opieką nad pacjentami paliatywnymi, potrafiła nawiązać  z nimi głęboką i autentyczną relację, dając im swoje ciepło i otwartość i – dostając w zamian to samo:) Po swoich doświadczeniach napisała poruszającą książkę. Każdy rozdział to inna opowieść - o jej pacjentach, ale i o niej samej.

W opowieściach opisywanych pacjentów pewne wątki się powtarzają – stanowią one tytuły wybranych rozdziałów: 

1.Żal pierwszy: szkoda, że nie miałam odwagi żyć tak, jak chciałam, a nie tak, jak oczekiwali inni.
2.Żal drugi: szkoda, że tak dużo pracowałem.
3.Żal trzeci: szkoda, że nie miałem odwagi okazywać uczuć.
4.Żal czwarty: żałuję, że straciłam kontakt z przyjaciółmi.
5.Żal piąty: szkoda, że nie pozwoliłam sobie być szczęśliwa.

Rozpoczęłam ten post od fragmentu książki i zakończę podobnie:

„Wielu moim pacjentom najbardziej zależało na tym, żeby ci, których opuszczają, nie musieli żałować tego samego, co oni. Nie słyszałam, żeby któryś żałował, że czegoś nie kupił albo nie zdobył. Wielu za to zastanawiało się nad tym, jak przeżyli życie, czego dokonali i czy zrobili coś dla tych, których wkrótce mieli zostawić – dla rodziny, dla znajomych, dla kogoś innego. (…) Zegar tyka – to dotyczy wszystkich. Tylko od nas zależy, jak przeżyjemy dni, które nam jeszcze zostały.”
 (Bronnie Ware, „Czego najbardziej żałują umierający”, Wyd. Czara Owca, Warszawa 2016)

sobota, 21 stycznia 2017

„Balerina” – opowieść o spełnianiu marzeń




Miałam dziś niesamowitą przyjemność obejrzeć film animowany „Balerina”… Opowieść to zaiste przepiękna, poruszająca, z humorem, wspaniałą muzyką i w cudownej animacji. Temat mógłby się wydać mało oryginalny (taki „Billy Elliot” w wersji dla młodszych widzów), a jednak nigdy dość takich tematów w filmach, powieściach, sztuce i życiu. Dlatego – jak to w kinie familijnym – film może zachwycać zarówno dzieci, jaki i dorosłych, skłaniając przy tym tych drugich do refleksji nad własnymi decyzjami życiowymi. 

Jeden ważny wątek to – jak można się łatwo domyślać - wiara w potęgę marzeń; że mogą się spełniać. Oczywiście pod pewnym warunkiem – że sami im pomożemy. Talent to w końcu 1% sukcesu, a reszta to nasza praca, wytrwałość i cierpliwość. I dokładnie widzimy to w „Balerinie”.

Drugi ważny wątek to proste, ale jakże ważne przesłanie, że „na życzliwości nikt jeszcze nie stracił”, albo inaczej rzecz ujmując: „dbajmy o relacje z ludźmi”. Główna bohaterka, Felicja,  jest dziewczynką autentyczną, spontaniczną i otwartą, a przy tym pomocną dla innych. I jak to w mądrych bajkach bywa, dobro wraca do niej ze zwielokrotnioną siłą.

Trzeci wątek – który chyba wydaje mi się być osobiście najbliższy, bo poruszam go bardzo często w gabinecie z pacjentami, to wątek tożsamości. Tak, tożsamości właśnie. Kilka razy dobitnie pada pod adresem Felicji pytanie: „Dlaczego tańczysz?”, „Dlaczego chcesz tańczyć?”. Pytanie kluczowe. Pytanie, po którym otwierają się wątki dotyczące sensu naszego życia, naszych oczekiwań, pasji i tożsamości właśnie. I jak początkowe odpowiedzi Felicji brzmiały mniej więcej w taki sposób: „Chcę tańczyć, bo to moje największe marzenie”, to ta końcowa odpowiedź brzmi: „Tańczę, bo wtedy jestem sobą, bo to jest moje życie”. 

I to pytanie warto sobie zadać: dlaczego robię to, co robię? Dlaczego chcę poświęcać swój czas (a jakże bezcenna to wartość!), swoją energię (która jest wprawdzie odnawialna, ale też ma swoje ograniczenia) i swoje życie (które przecież mamy tylko jedno…) na to, co akurat teraz, w tym momencie, robię – na TĘ pracę, na TE kontakty z ludźmi, na TAKI sposób spędzania ferii, itp. I warto też znaleźć coś, o czym szczerze możemy powiedzieć: „Robię to, bo wtedy jestem sobą, bo to jest moje życie”.

Naprawdę gorąco polecam ten film. Dzieciom i dorosłym:) W końcu w każdym dorosłym tkwi wewnętrzne dziecko, które dąży do spełniania marzeń i wierzy mocniej niż ta część dorosła (często poraniona i rozczarowana różnymi doświadczeniami) w to, że marzenia można spełnić:)

PS. Jak już tak mówimy o marzeniach, to polecam jeszcze świetną książeczkę: „O królewnie, która chciała jeździć koparką” (autor Janusz Wilczyński, Wyd. GWP, Sopot 2011). Tytuł mówi sam za siebie:) Przewrotna opowieść ze szczęśliwym – a jakże! - zakończeniem:)

piątek, 23 grudnia 2016

O wdzięczności




Kwitnąca opuncja figowa
Mamy ewolucyjną zdolność do zauważania tego, co zagrażające – bez tej umiejętności mogliśmy byli nie przetrwać jako gatunek…

Po dawnych czasach, dawno minionych, pozostała nam ta pierwotna cecha, która czasem przybiera dość nasiloną postać, szczególnego zauważania tego, co groźne, smutne, przykre, sprawiające ból… Tak łatwo zauważamy deficyty i braki (i u innych, i u siebie); tak długo rozpamiętujemy własne porażki i błędy (choćby i te mało istotne), a nie przywiązujemy wagi do sukcesów; tak odruchowo skupiamy się na tym, czego nie mamy, co straciliśmy, za czym tęsknimy – a nie widzimy tego, co mamy…

Wdzięczność – jakbym sama miała zdefiniować pojęcie wdzięczności, to powiedziałabym, że jest to świadomość radości z tego, co jest, co mamy, co się nam przydarza i uczucie wyrażające chęć podziękowania za to wszystko. A  jeśli to byłoby możliwe, to jeszcze chęć odwzajemnienia. I nie chodzi o naiwne ignorowanie spraw trudnych, ale – dla zrównoważenia – o zauważanie dobra w swoim życiu.

Pacjentom, którzy skupieni są na swoich problemach, na swoim bólu, żalu czy złości, którzy twierdzą, że nic dobrego ich nie spotyka, proponuję pewne ćwiczenie (o którym pierwszy raz przeczytałam w którejś z powieści I. D. Yaloma). Ćwiczenie polega na wieczornym przypomnieniu sobie właśnie minionego dnia i zapisaniu trzech rzeczy, za które czuję wdzięczność – wobec innych ludzi, albo wobec Boga czy Losu, albo wobec życia, świata itp. Innymi słowy, ćwiczenie polega na udzieleniu odpowiedzi na pytanie „Co dobrego mnie dzisiaj spotkało?”. 

Początkowo, wykonanie takiego ćwiczenia przysparza niektórym nie lada kłopotu… Trudno jest im zauważyć cokolwiek dobrego. Dopiero w rozmowie okazuje się, że ktoś z kimś odbył miłą rozmowę, ktoś dostał mail, na który długo czekał, ktoś obejrzał ciekawy film albo dokończył książkę, ktoś zjadł pyszny obiad a ktoś bawił się z dziećmi. Potrzebny jest czas, pewien rodzaj treningu, aby zmienić własną perspektywę i przekierować uwagę – tak jakbyśmy zmieniali ustawienie lunety, z kierunku  w stronę czarnej dziury, na kierunek w stronę świecących gwiazd. I nadal wiemy, że czarne dziury istnieją, jednak wiemy również, że na niebie świecą gwiazdy…

Tak sobie myślę, że Boże Narodzenie to taki dobry czas na praktykowanie wdzięczności, wyrażanie jej wobec najbliższych, tak wprost, bezpośrednio, ale też unaocznienie samemu sobie, za co mogę być wdzięczna/wdzięczny tak w ogóle w życiu. I tego życzę wszystkim z okazji Świąt – umiejętności zauważania dobra i odczuwania wdzięczności każdego dnia...

niedziela, 18 grudnia 2016

Stres, odporność i zdrowie psychiczne



Mgły nad Ustroniem

Czas jesienno-zimowy to czas częstych infekcji – i u dzieci i u dorosłych. Przyczyny mogą być różne – przegrzanie i wychłodzenie, suche powietrze w domu i przenikliwe wiatry na zewnątrz, mało Słońca i zakatarzeni ludzie w pobliżu. Ale – i tu pojawia się pewne ALE – nie wszyscy przecież chorują w tym samym czasie. Nie każdy też przechodzi infekcje przeziębieniowe z takim samym nasileniem objawów. Czyżby więc jakieś czynniki indywidualne miały tu swój udział?

Zapewne tak. Niektórzy są bardziej odporni - zdrowo się odżywiają, regularnie wysypiają, wzmacniają swoją odporność witaminami i suplementami, dbają o aktywność fizyczną, itp. Istnieje również coś takiego jak profilaktyka psychologiczna. Czyli dbanie o swój dobrostan psychiczny i emocjonalny. Jakby nie było, jesteśmy otoczeni wirusami cały czas – a jednak nie każdy ulega zarażeniu. W sytuacji przemęczenia, przepracowania, długotrwałego napięcia, organizm sam w ramach samoregulacji „doprasza” się nieraz choroby.  Wówczas nareszcie jest czas, żeby odpocząć – odespać się, zwolnić, poczytać książkę, poleniuchować, zadbać o siebie. I to wszystko zupełnie bezkarnie! I przy pełnym zrozumieniu rodziny i współpracowników.

W psychologii wyróżniono pewne czynniki ochronne, które pomagają chronić nasze zdrowie. Jest to 5 filarów zdrowia psychicznego:
1) dobre relacje rodzinne
2) dobre relacje z ludźmi
3) pasja, hobby
4) efektywne radzenie sobie ze stresem
5) transcendencja i duchowość

Warto nad nimi pracować – pielęgnować relacje, zmniejszyć ilość czynników stresogennych i nauczyć się radzić  z tymi, których uniknąć nie jesteśmy w stanie, rozwijać swoje pasje i dbać o rozwój duchowy. 

Brzmią niby tak prosto…

A jednak wiem (również z osobistego doświadczenia), że nie zawsze łatwo przychodzi zadbanie o równowagę… Jednak wiedza na jakiś temat to już pierwszy krok w kierunku zmiany. To już coś:)