wtorek, 7 czerwca 2016

O oddychaniu




Oddycham więc jestem. 

Ponieważ jednak ważne jest nie tylko „co robię” ale również „jak to robię” – można zapytać, jak oddychasz?
Szybko - szczytami płuc?
Nerwowo - ze stałą zadyszką?
Nie wiesz jak, bo wszystko dzieje się odruchowo, za szybko dla Ciebie?
Świadomie…?

Usiądź wygodnie. Wyprostuj plecy (dobrze, aby miały podparcie), oprzyj obie stopy o podłoże. Weź długi wdech przez nos (powoli, przez 4-5 sekund), na chwilę zatrzymaj powietrze i wypuść je, wykonując wydech również tylko przez nos (znów powoli, przez 4-5 sekund, do końca). Powtórz 3 razy. Wykonaj to ćwiczenie przed pracą albo po pracy, w chwili napięcia i w chwili zmęczenia, wieczorem przed zaśnięciem. Kiedy chcesz. Raz dziennie albo kilka razy w ciągu dnia. Czy czujesz, jak rozluźnia się Twój brzuch a po tym ćwiczeniu oddech staje się głębszy i spokojniejszy? 
Podczas tego ćwiczenia możesz jeszcze zamknąć oczy i wyobrażać sobie coś miłego, kojącego, rozluźniającego – Góry, Morze, Błękit…

Jestem więc oddycham.

środa, 1 czerwca 2016

Minimalizm

Majerz, Pieniny



Bardzo lubię wyjeżdżać - w nowe miejsca, albo w miejsca, które już nie są nowe, ale które urzekły mnie tak bardzo, że lubię do nich powracać. 

Lubię wyjeżdżać między innymi dlatego, że ograniczam wtedy wszystko, co się da do niezbędnego minimum. A kiedy mam wokół siebie minimum rzeczy i „spraw do załatwienia”, to wszystko staje się prostsze, wolniejsze i spokojniejsze. I właśnie wtedy odpoczywam. Kiedy jest mniej bodźców do przetworzenia, to umysł także odpoczywa. 

Może warto byłoby i w życie codzienne wprowadzić jakieś dawki minimalizmu? Wyrzucić to, co zbędne, odpuścić to, co i tak nie jest istotne? A od razu zrobi się trochę lżej…

Taki remanent – w przestrzeni zewnętrznej i wewnętrznej – przydaje się od czasu do czasu.

wtorek, 31 maja 2016

Chcę czy muszę

Portugalia


Tak często mówimy: „Muszę pracować, muszę zrobić zakupy, muszę się zastanowić, muszę iść do lekarza, muszę z Tobą porozmawiać”, itd… Czy naprawdę słowo „muszę” jest zasadne?

Kiedy mówimy „muszę”, przerzucamy odpowiedzialność na jakąś siłę poza nami, która nakazuje nam coś robić, a my w tym wszystkim jesteśmy niczym małe bezwolne istoty, które nie mają innego wyjścia jak tylko się dostosować. To bywa, zaiste, czasem bardzo wygodne… Ale czy wiesz, że to jest wygoda za pewną cenę? Za cenę rezygnacji z odpowiedzialności za siebie i swoje decyzje. Czy to dla Ciebie w porządku?

Jorge Bucay w „Listach do Klaudii” pisze:
„Spróbuj sporządzić listę Twoich „muszę”. Ułóż sześć, siedem zdań zaczynających się od „Muszę…”, dopisując to, co Ci przyjdzie na myśl (nie myśl przy tym za dużo). A teraz zamiast każdego „muszę” wstaw „wybieram”, „postanawiam” lub „chcę”. Przymierz się do tych nowych zdań (jakbyś przymierzała nową bluzkę) i sprawdź, czy pasują… Być może uznasz, że niektóre do Ciebie nie pasują. Ale daj sobie trochę czasu. Zapamiętaj je, bo być może stwierdzisz kiedyś – prędzej czy później – że taka jest rzeczywistość. W naszym życiu nie ma wiele prawdziwych „muszę”. Muszę jeść, pić, oddychać… Ile jest więcej?”

Proponuję Ci potem przeczytać na głos te zdania i wsłuchać się w swoje ciało – ciekawe czy poczujesz różnicę w sobie, kiedy przeczytasz powoli i uważnie zdanie – na przykład – „Muszę pracować”  i „Chcę pracować”.  Czy zmienia się barwa głosu? Czy zmienia się napięcie w brzuchu? Czy zmienia się rytm oddechu? Spróbuj kilka razy z tą samą kwestią.

A potem wybierz, do czego Ci bliżej.

poniedziałek, 30 maja 2016

Drobna chwila przyjemności

Biebrza



Czy masz taką chwilę w ciągu dnia? Chwilę dla CIEBIE? Bez pośpiechu, ze zgodą wewnętrzną w sobie, że naprawdę możesz dać sobie ten czas i  nic złego się z tego powodu nie stanie? Najtrudniej chyba matkom małych dzieci pozwolić sobie na taki moment – żeby usiąść i robić coś tylko i wyłącznie dla własnej przyjemności. Trudno także osobom, które wychowano tak, że mają wykonywać zadania i uzyskiwać określone cele – najlepiej takie, które można jasno zmierzyć i ocenić. Wtedy przyjemność sama w sobie wydaje się być czymś nie w porządku. W dzieciństwie krytyka pochodziła od rodziców – krytyka „marnowania czasu” i „nie robienia niczego pożytecznego”. W dorosłości krytykuje głos wewnętrzny – powoduje napięcie i odbija się czkawką przeszłości – „zrób coś pożytecznego”, „weź się do roboty”, „nie leń się”, itd… 

A przecież ta chwila dana sobie ma podwójny sens!

Przede wszystkim - doświadczenie przyjemności i zadbanie o samego siebie.

Ale przy okazji, niezamierzonym efektem ubocznym jest regeneracja, po której radośniej i z większą ochotą możesz zabrać się za wszelkie mniej przyjemne obowiązki.

Proponuję pacjentom często takie ćwiczenie: „Zrób listę 10 czynności (legalnych i nieszkodzących zdrowiu! ;-) ), które trwają 15 - 20 minut, nie wykonujesz ich z poczucia obowiązku, ale tylko i wyłącznie dla własnej przyjemności”. 

To może być poranna kawa z mlekiem (połączona z patrzeniem w niebo, a nie w biegu, z równoczesnym ubieraniem siebie i dzieci!), to może być artykuł przeczytany w gazecie, rozdział w książce, rozmowa z kimś bliskim (bez żadnego interesu i pretekstu – tak po prostu, żeby tylko się usłyszeć), to może być joga, wsłuchanie się w muzykę, drzemka, głaskanie kota, leżenie i snucie marzeń… Piszę te przykłady tylko dla inspiracji, żeby pokazać, że przyjemność może tkwić w czymś bardzo prostym i łatwo dostępnym.

Jest taka książka: „Pochwała powolności”. Jej autor, dziennikarz Carl Honore, przytacza argumenty przemawiające za korzyściami płynącymi z przestawienia siebie na życie wg filozofii slow life.

Naprawdę zachęcam:)

Zwolnij trochę. Daj sobie szansę i sam się przekonaj. I poczuj różnicę :)

niedziela, 22 maja 2016

Zmiana

Tatry






Celem psychoterapii jest uzyskanie zmiany. Szukamy terapii, gdy jest nam w życiu niewygodnie, gdy odczuwamy cierpienie, gdy już dłużej nie jesteśmy w stanie żyć w sposób, w jaki żyliśmy do tej pory. 

Dlatego podczas pierwszego spotkania z pacjentami pytam, jakiej zmiany oczekują po terapii i po czym poznają zmianę.

Zmiana pociąga. Zmiana też budzi lęk…

Jorge Bucay (argentyński psychoterapeuta), w jednej ze swoich opowieści ze zbioru „Pozwól, że ci opowiem…”, pisze: „Aby latać, trzeba zacząć brać na siebie ryzyko. Jeśli nie chcesz, to może lepiej zrezygnować i na zawsze chodzić…”